Efekt latte – gdzie uciekają Twoje pieniądze?

Nie jesteś osobą rozrzutną. Ekstrawaganckie zakupy omijasz szerokim łukiem. Nie udało Ci się kupić nowego auta i Twoja szafa nie pęka od nadmiaru drogich ubrań. Mimo tego może się okazać, że pieniądze przeciekają Ci przez palce i na koniec miesiąca nie masz zielonego pojęcia gdzie one się rozeszły.  Być może przyczyną takiego stanu rzeczy jest efekt latte.

Z artykułu dowiesz się: 

  • Dlaczego pieniądze uciekają z Twojego portfela
  • Co to jest efekt latte
  • Jak praktycznie racjonalizować wydatki

Niemal każdy zna opowieść o liczeniu wydatków na papierosy. Tę, w której mężczyzna próbuje namówić kolegę na rzucenie palenia. Prosi go przy tym o policzenie ile pieniędzy wydał przez ostatnie 20 lat na papierosy. Z szybkich obliczeń wynika, że podniesiony koszt to równowartość luksusowego samochodu. Wobec takich wyliczeń pytanie w kierunku niepalącego kolegi :  Gdzie w takim razie jest Twój luksusowy samochód? 

W pierwszej chwili słysząc taki wywód można poczuć zaskoczenie. Niepalący, nieposiadający dzieci na utrzymaniu ani drogiego hobby domagają się wskazania gdzie są ich Mercedesy, jachty i wille z basenem. Przecież skoro kolega ponosi te koszty, a ja nie, to powinienem mieć kieszenie napchane gotówką. 

Nie trzeba być laureatem Nagrody Nobla z ekonomii, żeby odkryć, że te pieniądze rozeszły się na rzeczy, bez których nasz palący kolega radzi sobie doskonale. Skoro tak, to dobrze by było zidentyfikować miejsca wydatkowania tych pieniędzy i zatrzymać choć ich część w swoim portfelu. 

Efekt latte – kawa, która drenuje kieszenie

Próbę głębszego wytłumaczenia tego fenomenu podjął David Bach, amerykański autor bestselerów o tematyce finansowej. W swojej książce „Efekt Late – Dlaczego nie musisz być bogaty, aby żyć bogato?” pochyla się on nad filiżanką kawy i próbuje znaleźć w niej pieniądze, które po cichu uciekły z portfela.

Zauważył on, że codziennie mija na ulicy te same osoby z kupionym na mieście kubkiem kawy. Gdy bliżej przyjrzał się temu zwyczajowi, zauważył jak bardzo z punktu widzenia finansów jest on nieracjonalny. Przecież tę samą potrzebę można zaspokoić o wiele taniej parząc kawę w domu. Natomiast drobny wydatek powtarzany w dłuższej perspektywie potrafi złożyć się na ogromne kwoty.

Dla przykładu przyjmijmy, że trzy razy w tygodniu po drodze do pracy kupujemy sobie kawę za 10 złotych. W ciągu roku wydamy na nią wydajemy 1560 złotych. Po dwudziestu latach taki zwyczaj kosztuje nas ponad trzydzieści tysięcy, nawet jeśli nie weźmiemy pod uwagę odsetek, które mogłyby wypracować dla nas pieniądze wydane na kawę. A co jeśli kupujesz taką kawę codziennie?

efekt latte

Oczywiście nie chodzi tylko o kawę, ale o szereg drobnych wydatków, do których na co dzień nie przywiązujemy wagi. Takich, które opróżniają portfel w podobny sposób jak niewielka nieszczelność potrafi doprowadzić do opróżnienia dużego zbiornika z płynu.

David Bach przekonuje, że nawet małe pieniądze odkładane systematycznie, dzięki wytrwałości i magii procentu składanego, po latach potrafią przekształcić się w pokaźne sumy. A rezygnacja z małych, nieistotnych wydatków może być kluczem do znalezienia gotówki na realizację dużych celów.

Czy efekt latte naprawdę działa?

Kiedy zaczynałem uczyć efektu latte – mówi David Bach w jednym z wywiadów – opowiadałem historię młodej kobiety o imieniu Kim, która pracowała w The Gap i nie wierzyła, że ​​ma pieniądze żeby uratować swoje finanse. Pokazałem jej, że przeglądając jej wydatki i wycinając latte, muffinki i przekąski, które jadła przed obiadem, mogła zaoszczędzić 10 dolarów dziennie. Gdyby zainwestowała 10 dolarów zamiast wydać, mogłaby być multimilionerem do czasu przejścia na emeryturę. Ta mała historia stała się wirusowa. Wielu ludzi uwierzyło w fakt, że najprawdopodobniej mają pieniądze, aby zacząć oszczędzać.

Przysłuchując się takiemu wywodowi można odnieść wrażenie, że opiera się on na stwierdzeniach właściwych ekspertom od rozwoju osobistego. Dużo tu wielkich słów, które mogą wydawać się ponad miarę. Trudno jednak odmówić słuszności zachętom do przyjrzenia się zasadności ponoszonych wydatków. Racjonalizacja wydatków jest codzienną praktyką przedsiębiorstw i podmiotów publicznych. Dlaczego więc nie miałaby mieć uzasadnienia dla kieszeni zwykłego Kowalskiego?

Z premedytacją używam tu terminu racjonalizacja wydatków nie mówię o ich ograniczaniu. Nie chodzi przecież o to, by wyciąć wszystkie wydatki w pień . Celem ma być bowiem zbudowanie oszczędności nie zaś prowadzenie życia buddyjskiego mnicha, który swoje materialne potrzeby ograniczył do maty do spania, butelki wody i miski ryżu dziennie. Chodzi o to, by o wydawaniu Twoich pieniędzy nie decydował przypadek, ale by wydatki były Twoimi świadomymi i racjonalnymi wyborami. Również z psychologicznego punktu widzenia nazwanie postawionego przed sobą zadania lepiej nazwać racjonalizacją niż ograniczaniem. Trudno przecież wytrwać w postanowieniu, jeśli przez cały czas z tyłu głowy mamy myśl, że sami siebie stopujemy. Nikt nie lubi siebie ograniczać, za to każdy lubi myśleć o sobie, że postępuje w sposób racjonalny.

Od czego zacząć racjonalizowanie wydatków?

Racjonalizowanie swoich wydatków zarówno tych drobnych, jak i tych większych to trening przede wszystkim mentalny. Budowanie świadomości i pozbywanie się złych nawyków nie jest łatwe. Wymaga włożenia wysiłku w zdobywanie nowej umiejętności. Tak jak nie należy spodziewać się, że po pierwszej wizycie na basenie ktoś nauczy się pływać, tak samo podjęcie decyzji o racjonalizowaniu swoich wydatków nie spowoduje automatycznie, że magicznie zamienisz się w milionera. Oczywiście jest szereg szczęśliwców, którzy mają wyrobione dobre nawyki w tej dziedzinie. Tacy, którzy właściwe podejście do kwestii oszczędzania i wydawania swoich pieniędzy zawdzięczają wychowaniu w rodzinie. Większość ( w tym i ja) ma w tym zakresie jednak dużo do poprawy.

Od czego zacząć? Na początek trzeba podjąć zdecydowaną decyzję, że naprawdę chcę się podjąć racjonalizowania swoich wydatków i zamierzam robić to konsekwentnie. Walka ze złymi nawykami nie uda się jeśli zarzucisz ją po dwóch tygodniach od jej rozpoczęcia.

Drugi krok można zawrzeć w trzech słowach: „Poznaj swojego wroga” . Inaczej mówiąc chodzi o przyjrzenie się swoim wydatkom i znalezieniu miejsc, gdzie pieniądze wyciekają z portfela. Można to robić przyglądając się swoim codziennym nawykom i przeglądając paragony. Jeśli jednak chcesz działać naprawdę efektywnie dobrze jest zacząć spisywać swoje wydatki. Pomóc mogą w tym aplikacje na smartfony, które po zeskanowaniu paragonu zapamiętują Twoje zakupy i przyporządkowują je do odpowiednich kategorii. Równie dobrze możesz jednak wypisywać swoje wydatki do tabeli w arkuszu kalkulacyjnym lub spisywać w notatniku.

Co daje prowadzenie takiego rejestru wydatków? Do tej pory przyglądanie się swoim wydatkom odbywało się raz – w momencie dokonywania zakupu. Dzięki spisywaniu wydatków zyskujesz dodatkowy moment, w którym możesz swoje decyzje poddać ocenie. Co prawda pieniądze już zostały wydane i często za późno na zwrócenie towaru do sklepu, ale taka ocena po fakcie pozwoli podejmować lepsze decyzje w przyszłości.

Ważne pytania

Oceniając swoje wydatki dobrze jest kierować się stałymi, przejrzystymi kryteriami. Takimi, które spowodują, że nasze decyzje z automatu będą bardziej racjonalnie. Łatwiej przecież działać według jednej wytrenowanej procedury niż za każdym razem tworzyć nowy sposób postępowania. Każdy z nas taką procedurę postępowania podczas zakupów ma. Często jest ona nieuświadomiona lub naruszona złymi nawykami. Każdy jednak potrafi zdefiniować zestaw pytań, jakie należy sobie zadać przed wydaniem pieniędzy. Mój zestaw pytań wygląda następująco:

Jaką potrzebę realizuję?

Nie pytam siebie o to, czy dany wydatek jest mi potrzebny. Bo czym miałbym ową „potrzebność” zmierzyć i jaką będę miał pewność, że rzetelnie odpowiem na tak postawione pytanie. Potrzebne od niepotrzebnego w danej chwili może różnić nasz stan emocjonalny w chwili podjęcia decyzji. Fajny gadżet, który dziś wydaje się niemal niezbędny do życia, jutro może się okazać kolejnym przedmiotem wypychającym szufladę.

Zamiast tego wolę zapytać się siebie jaką potrzebę dany wydatek realizuje. Co konkretnie ma on załatwić w moim życiu? Pomocny w ocenie może okazać się powszechnie znany model  Abrahama Maslowa. Model ten przedstawia potrzeby odczuwane przez ludzi w hierarchię przedstawianą często w kształcie piramidy. Na jej dole znajdują się największe i najpilniejsze do zaspokojenia potrzeby . Te znajdujące się wyżej niekoniecznie są w danej chwili dla mnie ważne. Są jednak łatwiejsze do odłożenia w czasie.

Wracając do przytaczanego wcześniej przykładu z latte, można zastanowić się czy kupiona na mieście latte ma zaspokoić fizjologiczną potrzebę napicia się kawy, czy może chodzić o coś innego. Może chodzić też przecież o uznanie otoczenia, poczucie pewnej satysfakcji z siebie w chwili zakupu drogiej kawy, czy może o zaspokojenie potrzeby przynależności, bo tę kawę pijemy w gronie przyjaciół.

Czy muszę zrealizować tę potrzebę?

Dopiero w tym momencie przychodzi czas na ocenę, czy wydając pieniądze kieruję się dobrymi przesłankami. Nie oceniam samego produktu lub usługi, czy jest dobra i użyteczna, ale to czy naprawdę muszę zaspokoić potrzebę, która jest za nim schowana. Jeżeli wiem, że kieruje mną niekorzystna dla mnie przesłanka, niemal automatycznie zrezygnuję z zakupu. Jeśli dla przykładu wiem, że kupuję kawę w kartonowych kubkach tylko po to, by komuś przypodobać się, warto się z takim zakupem hamować. Jeżeli kupuję tę samą kawę po to, by zrobić przyjemność bliskiej osobie, decyzję zakupu ocenię zupełnie inaczej. Jeśli kupuję tylko dlatego, że chce się napić kawy wówczas z pomocą przychodzi kolejne pytanie.

Czy mogę tę potrzebę odłożyć w czasie lub zrealizować w inny sposób?

Często wydatek można odłożyć na później i poszukać innego lepszego sposobu na zaspokojenie swoich potrzeb. Jeśli jesteśmy w stanie dojść do domu w kilka minut, możemy zrezygnować z kawy na mieście i wypić ją w domu, ponosząc znacznie mniejszy wydatek. Jeśli mamy ochotę kupić sobie nowy gadżet w sklepie możemy odłożyć tę potrzebę na nieco później i poszukać okazji cenowej. Czasem może okazać się, że odłożona na jakiś czas potrzeba przestaje być ważna i dzięki temu parę złotych zostaje w kieszeni.

Możemy też poszukać tańszego sposobu realizacji potrzeby. Zamiast zamawiać posiłki na wynos można przygotować kanapki w domu. Jeśli mam do pracy blisko, zamiast samochodem mogę się wybrać do niej rowerem lub na piechotę. Zamiast papierowej książki czasem wystarczy mi ebook. A może okaże się, że mogę ją bezpłatnie wypożyczyć.

Zadając sobie te pytania nie musisz się specjalnie długo nad nimi zastanawiać. Wystarczą pierwsze, intuicyjne odpowiedzi. Możesz stworzyć swoje własne kryteria oceny wydatków. Ważne, żebyś zaczął je oceniać w sposób ciągły, przy każdym zakupie. Tak długo, aż ocena taka stanie się Twoim nawykiem i zaczniesz jej dokonywać niemal automatycznie.

I na koniec rzecz najważniejsza. By efekt latte obrócić na swoją korzyść pamiętaj, żeby zaoszczędzone w ten sposób pieniądze jak najszybciej przelać na konto oszczędnościowe. Jeśli tego nie zrobisz szybko, zjawią się inne pilne potrzeby i okazje do zrobienia kolejnych zakupów.

Jeśli masz swoje sposoby na radzenie sobie z niepotrzebnymi wydatkami lub udało Ci się stoczyć z nimi zaciętą walkę, podziel się proszę tym w komentarzach. A może Tobie udało się wykorzystać efekt latte na swoją korzyść, rezygnując z niepotrzebnych wydatków i powiększyć tym samym swoje oszczędności. Będę wdzięczny jeśli zechcesz o tym opowiedzieć.

Dziękuję Ci za życzliwą uwagę.

Miłego dnia.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się treścią:

  1. O tak, znam do bólu efekt latte – parę miesięcy temu spisałam wszystkie wydatki z danego miesiąca i aż się przeraziłam, gdy zobaczyłam, że kilkaset złotych poszło na lody, kawiarniane wypady i obiady na mieście oraz słodycze, bo „nie chciało mi się przygotować w domu jedzenia do pracy”. Tak się przeraziłam, że przez kolejne parę miesięcy zablokowało mnie to w dalszej pracy nad swoimi wydatkami. Ale wreszcie się odblokowałam.
    Teraz prowadzę notatki w zeszycie (jestem analogowcem, wolę zeszyt niż plik Excela lub aplikację). Obliczyłam, ile wynoszą moje regularne rachunki (kredyt, rachunki stałe) i rachunki ruchome (na przykład rachunek za ogrzewanie, zależny od pory roku). Wyliczyłam, ile mi zostaje, ile z tego muszę odkładać regularnie na te ruchome wydatki i dodatkowe wydatki domowe, ile na oszczędności i ile mi zostaje dla siebie. Oznacza to ograniczenie pewnych działań (koniec z kompulsywnym kupowaniem książek), ale już teraz odczuwam mniejszy niepokój na myśl o zimie, gdy rachunek za gaz wzrośnie mi trzykrotnie – bo widzę, że zdołam się na to finansowo przygotować.
    Fajnie mieć osobne konta na pewne rzeczy, i to nawet w osobnych bankach, bo wtedy trudniej tak z miejsca „pożyczyć sobie” forsę na przyjemności z pieniędzy na oszczędności życiowe.

    • Krzysiek Runiec

      Brawo Ty ! Czasem już sama świadomość problemu stanowi większą część rozwiązania. Świadomość tego na co wydaje się pieniądze jest pierwszym krokiem do ich lepszego wykorzystania. Nawet najprostsze planowanie finansów jest lepsze od żadnego. Oddajmy cześć zeszytom, notatnikom i zapisywanym wydatkom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *